Publikacje książkowe

Zanim zamkniemy drzwi

...

Rozdział II

 

 

  Olga energicznie czyściła odkurzaczem stary chodnik w przedpokoju, a  Karol wciąż stał przed lustrem, nie przesuwając się ani o centymetr z dotychczas zajmowanego miejsca.

  Kilka razy niby przypadkiem zaczepiła rurą odkurzacza o stopę męża, co właściwie powinno go to zaboleć.

-Przeszkadzasz mi –stwierdziła wreszcie rozdrażnionym głosem, tym razem umyślnie trącając go w kolano.

- Zawsze ci przeszkadzam – stwierdził niezbyt głośno i odsuwając się wreszcie od lustra, poszedł do pokoju Marty, w którym mieszkał od kilku lat.

    Z sypialni wyprowadzał się stopniowo. Nigdy o tym nie rozmawiali, ale właściwie oboje tego chcieli.

    Kilka miesięcy po ślubie córki Karol przeniósł do jej dawnego pokoju pierwsze swoje rzeczy. Olga zauważyła to od razu, ale nie odezwała się ani słowem. Gdyby jej to w jakiś sposób przeszkadzało na pewno powiedziałaby coś złośliwego, ale tym razem wcale tak się nie stało,

Pewnie dlatego po jakimś czasie Karol  przeniósł kolejną partię swoich ubrań i zapakował je do dawnej bieliźniarki córki.

   Ze zdumieniem stwierdził, że powiększenie domowej przestrzeni nie jest dla niego przyjemne. To, że w mieszkaniu zrobiło się więcej miejsca, nie sprawiało Karolowi radości.

 Przez wiele lat wysłuchiwał utyskiwań żony na to, że pozbawiony jakichkolwiek praktycznych umiejętności, nie potrafi wymyśleć żadnych dodatkowych rozwiązań umożliwiających pochowanie w mieszkaniu rzeczy,  bez których wcześniej świetnie potrafili się obejść. 

- Jak to jest że ludzie pierwotni żyli bez tych wszystkich klamotów i byli szczęśliwi ?- zapytał kiedyś, bezskutecznie usiłując wcisnąć do szafki na pawlaczu stary ponton Marty.

-  Nie wiem czy byli szczęśliwi, bez kaloryferów i ciepłej wody- odpowiedziała Olga wzruszając ramionami.

- Rozmnażali się przecież… Jakby nie byli szczęśliwi, to nie przetrwalibyśmy jako gatunek- zauważył  bez przekonania, ale w chwili, gdy kończył  zdanie zwątpił w  jego sens.

- Bzdura! – podsumowała Olga jak zwykle mało delikatnie- Ludzie kopulują bo instynkt im tak każe, a prymitywni robią to po prostu częściej, bo to dla nich jedyna rozrywka. Teraz też tak jest!- dodała, a jej głos stał się twardszy. 

    Karol nie kontynuował tematu. Tego typu rozmowy z żoną  były dla niego zbyt ryzykowne, gdyż zawsze niebezpiecznie zbliżali się do awantury, na co zazwyczaj nie miał ochoty.

 Właściwie powinien wyrzucić stary ponton, albo  komuś go sprezentować, ale kiedy żona zaproponowała to kiedyś  odmówił, i bynajmniej nie zamierzał  tłumaczyć  swojej decyzji.

  Olga nieraz narzekała, że ponton zajmuje zbyt dużo miejsca,  a przecież nie będzie już potrzebny, ale Karol nie chciał usuwać go z domu. Wszystko, co miało związek z Martą i jej dzieciństwem było mu drogie, dlatego część rzeczy, których żona nie zdążyła potajemnie wynieść z mieszkania, czekała w piwnicy lub na pawlaczu na swój nowy czas.

- Zostawiam dla wnuków- oświadczył kiedyś, żeby zakończyć kolejną sprzeczkę i wtedy Olga skapitulowała. Odtąd obrastali w przedmioty, których nie potrzebowali, a z którymi wiązały się wspomnienia blaknące z czasem jak wizerunki postaci na starych fotografiach.

    Kiedy Piotruś pojawił się na świecie i spokojnie  dorastał do kolejnych rodzinnych zabytków okazywało się, że Marta ich nie chce.  Zamiast starego pontonu, rowerka, czy wytartego konia na biegunach, wnuk Olgi i Karola dostawał zabawki podobne, ale bardziej kolorowe i po prostu nowe.

- I po co  było trzymać tyle lat stary rowerek albo ponton!- fuknęła kiedyś Olga kiedy wrócili z imprezy urodzinowej wnuka. Tego dnia Piotruś  dostał  właśnie takie zabawki.

- No wiesz, pewnie chcieli żeby miał nowe…- Karol próbował tłumaczyć  postępowanie córki.

 -Marta jest rozrzutna, a poza tym gdzieś ma twoje sentymenty- przerwała mu żona- Niepotrzebnie upychałeś to wszystko na pawlaczu. Słyszałeś jak to dzisiaj nazwała? Zabytki! Możesz więc wreszcie spakować swoją kolekcję do pudła, i wynieść do śmietnika, szanowny kustoszu rodzinnych wspomnień!

   Nie zrobił tego. Nie mógłby wyrzucić zabawek Marty. To tak jakby wyrzucał jej dzieciństwo.

Po pewnym jednak czasie ponton i rowerek zniknęły z mieszkania tak samo, jak pierwsza rakieta tenisowa i stare narty  córki. Karol nie spytał żony gdzie się to wszystko podziało. Wcale  nie chciał tego wiedzieć.

 ...