Dom na Szlaku

          Karolina szła szybko chodnikiem, marząc o tym by wreszcie pozbyć się ciężaru. Chciała jak najprędzej znaleźć się w domu i odstawić dwie duże paczki owinięte szarym papierem. Pakunki były ciężkie, a zabezpieczający je konopny sznurek, wrzynał się dziewczynie w dłonie.

          Wchodząc w bramę kamienicy rozglądała się za starym dozorcą Wincentym, który codziennie o tej porze wielką miotłą sprzątał klatkę schodową, podwórze albo chodnik przed domem.

Mimo słonecznej pogody leciwego stróża nie było widać. Przed domem zaś Karolina nie spotkała nikogo, komu mogłaby powierzyć pilnowanie paczek. Bała się zostawić którąś z nich bez opieki.

- Najwyżej postawię jedną obok schodów na dole, a potem szybko po nią wrócę- mruknęła próbując w tym rozwiązaniu znaleźć pocieszenie, jednak kiedy otworzyła drzwi klatki schodowej, doszła do wniosku, że najlepiej zrobi jeżeli, następny etap podróży ?dwa piętra dzielące ją od maleńkiego wynajmowanego od niedawna mieszkanka, pokona niosąc obie paczki naraz. Owinięte szarym papierem książki były dla niej zbyt cenne, żeby zostawiać je choćby na chwilę bez opieki.

          Wiele tygodni zbierała pieniądze na zakup kilkunastu tomów, które uprzejmy stary bukinista przechował dla niej aż do tego dnia. Leciwy antykwariusz miał słabość do młodej nauczycielki i doskonale rozumiał jej zamiłowanie do literatury, a fakt, że Karolina od września uczyła języka polskiego w szkole powszechnej dodawał jej w jego oczach ważności.

          Antykwariusz lubił nauczycieli i kiedy tylko mógł odkładał dla nich potrzebne egzemplarze książek, a gdy widział, że kupujący nie śmierdzi groszem nieznacznie obniżał ich cenę. Ciepły stosunek do Karoliny powodowały więc obydwie jego słabości, a długi warkocz dziewczyny i wesołe spojrzenie wyjątkowo pięknych oczu dopełniły reszty.

          Ulubione powieści Żeromskiego i Balzaka, oraz dwa opasłe tomy historii polskiej literatury wydane niedawno we Lwowie, Karolina odebrała tego dnia po pracy, ze starej księgarni w pobliżu Rynku. Sympatyczny staruszek owinął paczki papierem i obwiązał sznurkiem tak mocno, że mogła je spokojnie nieść bez obawy, że sznurek pęknie lub papier rozedrze się niespodziewanie. Sprzedawca zadbał o wszystko, bo domyślił się, że Karoliny nie będzie stać na wzięcie dorożki. Wszystkie pieniądze jakie miała w niewielkiej skórzanej portmonetce zostawiła w jego sklepiku z niecierpliwością płacąc za wyczekiwane książki.

Kiedy lekkim krokiem wychodziła z księgarni nie czuła jeszcze ciężaru paczek, jednak po przejściu rynku i kilku przecznic miała serdecznie dosyć dźwigania ich i najchętniej poprosiłby kogoś o pomoc. Niestety po drodze nie spotkała nikogo znajomego, a teraz nawet Wincenty z nieodłączną brązową miotłą ukrył się gdzieś przed jej wzrokiem.

          Z trudem poradziła sobie z otwarciem drzwi i w końcu wniosła do domu paczki. Kiedy znalazła się na klatce schodowej położyła je na podłodze i wyprostowawszy plecy rozcierała dłonie, w które przed chwilą wrzynały się sznurki.

          Na klatce schodowej starej kamienicy było ciemno i Karolina początkowo nie zauważyła niczego niepokojącego. Kiedy jednak jej wzrok przyzwyczaił się do mroku zobaczyła, że przy schodach na piętro stoi jakaś nieruchoma postać oparta plecami o ścianę. Wkrótce zauważyła, że osoba od której dzieliło ją teraz kilka metrów kurczowo trzyma się poręczy schodów, na które prawdopodobnie z jakiegoś powodu nie może wejść.

          Przesunęła nogą paczki, żeby usunąć je sprzed drzwi, i wciąż rozcierając obolałe dłonie ruszyła w kierunku postaci.

Kiedy znalazła się bliżej zauważyła, że oparta o ścianę kobieta ma przymknięte oczy i ciężko oddycha. Poznała ją od razu. Przy schodach stała sąsiadka z pierwszego pietra, którą Karolina widywała rzadko, a w ostatnich dniach nie widywała wcale. Dzięki opowieściom wszechwiedzącego stróża dobrze jednak wiedziała kim jest ta pani.

- Przepraszam, czy pani źle się czuje?- zapytała ostrożnie nachylając się w stronę kobiety, która uniosła drugą dłoń w uspokajającym geście.

- Nic mi nie jest- powiedziała słabym głosem nie otwierając jednak oczu- Muszę tylko chwileczkę odpocząć- dodała nieco ciszej i Karolina zrozumiała, że kobieta naprawdę nie czuje się dobrze.

- Może pójdę po Wincentego?- zaproponowała zapominając o swoich paczkach. Kobieta pokręciła głową, z trudem otworzyła oczy i spróbowała się uśmiechnąć.

- Nie trzeba ? powiedziała patrząc teraz na Karolinę- już mi lepiej. Zmęczyłam się trochę zakupami. Przeceniłam swoje siły?- wyjaśniła wskazując leżącą na podłodze solidnie wypchaną siatkę.

- Ojej, robiła pani zakupy?- wykrzyknęła Karolina zaskoczona. Do tej pory zajmowała się tym gosposia, która co rano przychodziła do mieszkania na pierwszym piętrze i pomagała nie tylko w sprawunkach, ale też w utrzymaniu porządku.

- Hania zachorowała ? wyjaśniła Piłsudska odrobinę mocniejszym głosem- Mówiłam jej ,że nie powinna myć okien, ale ona uparła się, że muszą być czyste i któregoś dnia, kiedy byłam u znajomej wyszorowała w mieszkaniu wszystkie szyby. Chyba wtedy przeziębiła się i dostała gorączki. Już trzy dni nie przychodzi, a ja nie miałam w domu pieczywa, więc wybrałam się na zakupy i trochę przesadziłam. Dziękuję panience za zainteresowanie. Odpoczęłam już i czuję się dużo lepiej. Zaraz wejdę na górę.

Całe szczęście że to tylko jedno piętro- pomyślała Karolina i natychmiast zaczęła rozważać jak pomóc sąsiadce. Do ciężkich paczek doszła teraz jeszcze torba z zakupami, oraz jej właścicielka, która też przecież wymagała wsparcia.

- Pomogę pani,- zaoferowała się usłużnie- ale najpierw zaniosę moje pakunki do swojego mieszkania. Proszę tu na mnie poczekać, to naprawdę nie potrwa długo- oznajmiła i odwróciwszy się na pięcie pobiegła po książki.

- Nie trzeba, naprawdę nie trzeba- powiedziała Piłsudska prostując plecy- proszę sobie nie robić kłopotu- dodała robiąc jednocześnie krok w stronę siatki z zakupami.

Karolina była jednak szybsza i zanim kobieta zdążyła wyciągnąć rękę, rzuciła jedną z trzymanych paczek i złapała siatkę pani Marii.

Niewiele tego- pomyślała podnosząc ją do góry. Ciężar zakupów Piłsudskiej wydawał się niczym przy wadze pakunków, które sama niedawno niosła.

- Proszę tu poczekać, zaraz wrócę ? powiedziała i mimo zmęczenia raźno ruszyła po schodach. Zostawiła zakupy Piłsudskiej przed drzwiami jej mieszkania i jeszcze szybciej niż dotąd pobiegła na górę.

          Kiedy zeszła na dół Maria rozpoczęła już wędrówkę po schodach. Karolina podniosła drugą paczkę z książkami i zrównała się z sąsiadką.

-Proszę wesprzeć się na mnie- powiedziała podając ramię Piłsudskiej, która natychmiast skorzystała z propozycji.

Próbowała uśmiechnąć się do Karoliny, ale na jej wykrzywionej bólem twarzy pojawił się tylko słaby grymas. Bardzo wolno z wyraźnym trudem wchodziła po schodach starając się nie zwalniać i nie zatrzymywać. Karolinie wydało się, że kobieta lekko utyka, ale nie zapytała o nic, żeby nie zmuszać jej do mówienia. Milczały. Maria oddychała ciężko, a Karolina usiłowała podtrzymywać ją ramieniem, co wcale nie było łatwe, gdyż drugą rękę zajętą miała ciężką paczką.

          Kiedy wreszcie znalazły się przed drzwiami mieszkania na pierwszym piętrze Piłsudska wyjęła klucz z kieszeni płaszcza i podała go dziewczynie. Była blada, oddychała z trudem i Karolina zrozumiała, że oczekuje pomocy przy otwieraniu drzwi.

- No, to jest pani w domu- oznajmiła pomagając sąsiadce wejść do mieszkania- Może po kogoś zadzwonić, albo pójść po lekarza?- zapytała z troską spoglądając na bladą twarz sąsiadki.

- Nie trzeba ? powiedziała Maria słabo kręcąc głową. Zdjęła płaszcz i położyła go na stojącym obok wieszaka krzesełku - Zaraz poczuję się lepiej ? dodała i nie ściągając butów weszła do saloniku.

          Karolina stała chwilę w przedpokoju rozglądając się ciekawie. W mrocznym wnętrzu pomieszczenia oświetlanego teraz promieniami dziennego światła wpadającymi przez otwarte drzwi kuchni i pokojów, centralne miejsce zajmował ogromny wieszak na wierzchnie okrycia. Trochę dziwnie wyglądały na nim dwa samotne, smętnie zwisające żakiety należące przypuszczalnie do właścicielki mieszkania.

Jeden z nich był czarny z wąskim futrzanym kołnierzem. Karolina wcześniej widywała w nim Piłsudską, ale to było dawniej. W ostatnich tygodniach nie spotykała sąsiadki.

          Kiedy na początku września wracając z pracy rozpoznawała na ulicy panią z pierwszego piętra, kłaniała się grzecznie, za każdym razem dygając jak dziewczynka. Ten irytujący ją samą nawyk pozostał Karolinie z lat szkolnych i choć bardzo się starała, nie potrafiła go wyeliminować. W pracy, pośród uczniów czuła się wystarczająco poważną osobą, by uśmiechem i lekkim skinieniem głowy reagować na pozdrowienia, ale wobec starszych i szanowanych osób traciła rezon i bywało, że zachowywała się jak pensjonarka. Nie cierpiała tych swoich dygnięć, ale ilekroć mijała panią Piłsudską grzecznie zginała kolano mówiąc wyraźnie ?dzień dobry?.

          Początkowo sąsiadka odpowiadała machinalnie nie podnosząc nawet głowy, ale po pewnym czasie zdarzało jej się uśmiechnąć do Karoliny.

Potem przestały się spotykać i dziewczyna zapomniała nawet, że piętro niżej w jej kamienicy w trzypokojowym mieszkaniu mieszka tak znamienita osoba.

          Wir pracy wciągnął Karolinę całkowicie. Zajęta pracą w szkole i prywatnymi lekcjami, które zajmowały jej niemal każde popołudnie nie spotykała prawie sąsiadów z wyjątkiem starego stróża Wincentego, który za każdym razem, gdy tylko ją widział uśmiechał się radośnie i zatrzymywał, by porozmawiać.

          Stróż był nieocenionym źródłem informacji o sąsiadach. Od niego można się było dowiedzieć kto gdzie pracuje, na co chorują najstarsi lokatorzy okolicznych kamienic i czyje dzieciaki to ?diabły z piekła rodem?. Opowieści te na ogół nie ciekawiły Karoliny, ale starała się grzecznie słuchać wszystkiego w nadziei, że dowie się czegoś o pani Marii, która interesowała ją najbardziej. Historie pozostałych lokatorów nie były dziewczynie do niczego potrzebne, ale wysłuchiwała ich z grzeczności, a raczej udawała że słucha. Nie chciała zrażać do siebie Wincentego, który nie raz okazał się bardzo pomocny, przy różnych domowych naprawach.

          Karolina od niedawna mieszkała w Krakowie w wynajętym mieszkaniu i nie miała wielu znajomych, a już na pewno nie tak bliskich, by prosić ich o powieszenie półki, lub naprawienie zatkanego zlewu. Poprzednio, kiedy jeszcze studiowała wynajmowała miejsce na stancji, gdzie nie musiała się o nic martwić. Samodzielne życie wymagało jednak większych starań o codzienne sprawy. Wincenty, a właściwie jego żona, pożyczali też młodej nauczycielce żelazko, na zakup którego Karoliny w pierwszych tygodniach pracy nie było stać. Teraz miała już własne żelazko, ale wdzięczność za okazaną życzliwość nie pozwalała jej być wobec stróża niegrzeczną, toteż ilekroć chciał albo raczej musiał jej coś opowiedzieć wysłuchiwała wszystkiego cierpliwie, doskonale maskując znudzenie. Zazwyczaj jednak mimo uszu puszczała wszystkie opowieści prócz tych, których centralną postacią była pani Maria, ktoś z jej znamienitych przyjaciół lub On, Marszałek Piłsudski.

- Proszę wejść- usłyszała słaby głos pani Marii. Przed drzwiami dokładnie wytarła buty w niewielki stary kilimek leżący przy wejściu do mieszkania i trochę onieśmielona ruszyła w kierunku salonu. Nie weszła jednak do środka, tylko zatrzymała się w progu i uśmiechając się nieśmiało powiedziała - Bardzo dziękuję, ale nie chciałabym pani przeszkadzać. Proszę mi tylko powiedzieć, czy na pewno nie potrzebuje pani pomocy. Może zawołam stróża, albo pobiegnę po doktora. Dobrze?

Piłsudska potrząsnęła głową i zrobiła to na tyle energicznie, że widać było iż teraz już czuje się lepiej. Wyjęła z kredensu niewielki koszyczek ze słodyczami i przeniosła go na stół, po czym odsunęła krzesło i usiadła na nim wskazując dziewczynie miejsce po drugiej stronie stołu.

- Zapraszam panią- powiedziała uśmiechając się szeroko- Skoro jesteśmy sąsiadkami powinnyśmy się lepiej poznać, a przede wszystkim jeszcze raz dziękuje panience za okazaną pomoc. Jeśli mogłabym się jakoś zrewanżować naprawdę będzie mi miło.

          Maria przyglądała się Karolinie, ale w jej twarzy było tyle ciepła i serdeczności, że dziewczynę opuściło skrępowanie i po kilku minutach w salonie Piłsudskiej poczuła się całkiem dobrze.

Chętnie odpowiadała na zadawane przez Marię pytania i w ten sposób w krótkim czasie opowiedziała o swoim skromnym życiu, zainteresowaniach i osieroconej przez ojca rodzinie starannie omijając jednak kłopotliwe tematy. Piłsudska kilkakrotnie zadawała pytania, ale podobnie jak Karolina, robiła to z dużym taktem i uwagą. Nie wypytywała więc jak mieszka się w pokoiku przy strychu, bo od Wincentego i Hani wiedziała, że nie jest to komfortowy lokal.

          Od kiedy właściciel kamienicy z dużego strychu służącego wcześniej za graciarnię i suszarnię wygospodarował niewielki pokoik, wynajmował go zawsze biednym studentom, których nie stać było na płacenie wysokiego czynszu.

          Pani Maria dawniej posyłała mieszkającym na drugim piętrze młodym ludziom swoją Hanię z garnkiem jedzenia lub upieczonym ciastem, bo po lokatorach małego pokoiku zawsze wyraźnie było widać finansowe niedostatki.

          Niektórzy z nich nie raz potem bywali gośćmi w mieszkaniu Piłsudskiej, ale nie wszyscy. Czasem trafiali się lokatorzy z którymi nie nawiązywała bliższej relacji. Tym razem jednak słuchając opowieści Karoliny i przyglądając się jej aż nazbyt szczupłej figurze Maria poczuła coś na kształt współczucia i tkliwości wobec tej bardzo młodej i bardzo miłej dziewczyny. Zapragnęła gościć ją u siebie częściej.

          W zachowaniu Karoliny było coś, co w jakimś stopniu przypominało Marii córkę, i choć zazwyczaj takie porównania bywały dla niej przykre, tym razem jednak było inaczej. To, że z postury i sposobu patrzenia Karolina była odrobinę podobna do Wandy sprawiało Marii przyjemność i chociaż znała ją krótko zapragnęła, by ich znajomość trwała dłużej. Przez wrodzoną delikatność i dobre wychowanie nie zamierzała jednak narzucać się sąsiadce. Żyjąc na uboczu wszelkich ważnych wydarzeń obawiała się, że obcowanie ze starszą kobietą może młodej osobie wydawać się nudne i dlatego za nic w świecie nie chciałaby być natrętna.

          Czas jednak mijał i rozmowa rozkręciła się na tyle, że Karolina zaczęła więcej się uśmiechać, aż wreszcie całkiem ośmieliła się i grzecznie poprosiła - Czy mogłaby pani opowiedzieć o sobie?- zapytała, ale najwidoczniej przestraszona własna śmiałością zaczerwieniła się po same uszy.

- Pewnie Wincenty wszystko już pannie powiedział- roześmiała się Maria wesoło patrząc Karolinie w oczy.- To dobry człowiek, ale uwielbia gadać o lokatorach i jeśli panna tylko zechce przedstawi niejedną ciekawą historię ze Szlaku- dodała.

          Karolina poczuła się niezręcznie. Nie chciała, żeby sąsiadka posądziła ją o wścibstwo, ale nie potrafiłaby kłamać, że nigdy nie rozmawiała o niej z Wincentym.

- Ale ja?- zaczęła czując, że jej policzki oblewa szkarłatny rumieniec.

- Nic nie szkodzi- przerwała Piłsudska- Przecież panna przed chwilą też mi o sobie opowiadała, więc i ja powinnam się zrewanżować? Chętnie coś opowiem jeżeli oczywiście nie wyda się to panience nudne?.- powiedziała, uważnie przyglądając się Karolinie.

          Dziewczyna energicznie potrząsnęła głową i pochyliwszy się w stronę rozmówczyni zawołała z entuzjazmem ? Wspaniale ! To mnie naprawdę bardzo ciekawi!

Widząc reakcję młodej sąsiadki Maria roześmiała się serdecznie ? No dobrze już dobrze, ale co tak naprawdę pannę interesuje? Jaki fragment mojego życia?- zapytała i natychmiast dodała ?Było tych historii trochę, bo przeżyłam wiele a prawdę mówiąc nie wiem, co mogłoby panienkę zainteresować.

- Wszystko! ? odpowiedziała szczerze Karolina czym całkowicie ujęła Piłsudską. Kobieta jeszcze raz uśmiechnęła się szeroko i popatrzyła na dziewczynę z prawdziwą sympatią, po czym kiwnęła głową i po krótkiej chwili zastanowienia rozpoczęła swoją opowieść.

Powrót

"Maria Piłsudska. Zapomniana żona"