Rozdział I

          Ilona wysiadła z samochodu i popatrzyła w okna mieszkania na trzecim piętrze. Nie mogła zdecydować się co robić. Stała na trotuarze opierając łokcie o dach samochodu i bawiła się kluczykami. Gwałtowny poryw wiatru szarpnął drzwiami, więc przytrzymała je kolanem, żeby się nie zamknęły. Zastanawiała się czy nie wsiąść z powrotem i nie pojechać do domu.

          Nie była umówiona na spotkanie. Nie wiedziała czy będzie zadowolony, z tego że przyszła, ani nawet tego, czy jest teraz w mieszkaniu. Nie miała jednak nic lepszego do roboty. Gdyby tu nie przyszła znowu włóczyłaby się po sklepach, a wieczorem rozpakowując torby z zakupami złościłaby się na samą siebie, że niepotrzebnie wydała pieniądze.

Popołudnia spędzane w galeriach handlowych stały się dla niej zmorą i udręką, ale coraz częściej uświadamiała sobie, że nie potrafi sobie z tym poradzić. Samotne siedzenie w domu wydawało jej się jeszcze gorsze.

Z rozrzewnieniem wspominała czasy, gdy Maciek był mały i prawie wszystkie dni wypełnione były jego lub ich wspólnymi sprawami. Teraz nie było już wspólnych spraw. Jej syn dorósł i jego życie było już wyłącznie jego własnością.

Dotkliwa pustka jaką poczuła w momencie, gdy wyjechał na studia nie miała się już nigdy wypełnić. Całkowite usamodzielnienie się Maćka było jedynie kwestią czasu. Od kiedy przeniósł się do Krakowa w domu był tylko gościem.

Kiedy wpadał do Warszawy spotkania towarzyskie i dodatkowe zajęcia były dla niego tak ważne, że dla matki zostawało mu ledwie kilka chwil podczas wspólnych posiłków. Posiłków które jedli w najdziwniejszych porach dnia, byle tylko nie utracić tej odrobiny przeznaczonej na bycie ze sobą.

          Niedawno Ilona uświadomiła sobie, że syn mógłby spędzać z nią trochę więcej czasu. Nigdy jednak nie ośmieliłaby mu się tego powiedzieć. Patrząc jak szybko dorasta czuła mieszaninę dumy i żalu za tym co minęło.

          Od ponad dwóch lat miała dużo mniej obowiązków i zajęć, ale też coraz częściej zastanawiała się czy Maciek na pewno jest tak dobrym i wspaniałym dzieckiem za jakiego uchodził w opiniach znajomych.

Pochwały jakie słyszała na temat swojego jedynaka, gdy samotnie borykała się ze wszystkimi domowymi problemami utwierdzały ją w przekonaniu, że dobrze go wychowała i będąc samotną matką osiągnęła to, czego często nie udaje się dokonać pełnym rodzinom. Maciek był zdolny, miły, towarzyski i ...

          Jeszcze kilka miesięcy temu kiedy żyła Ewa i Ilona zajęta była opieką nad ciężko chorą siostrą nie myślała o tym jak bardzo Maciek się od niej oddalił. Teraz jednak kiedy siedziała w pustym mieszkaniu czekając wieczorami na jego telefon, uświadamiała sobie, że czeka na próżno.

- To nie jego wina, że jestem sama.- myślała zawsze, ilekroć poczuła cień żalu do syna. Tym jednym zdaniem udawało jej się dotąd odgonić złe myśli, jednak nic nie mogła poradzić na to, że coraz trudniej jej było zagospodarować popołudnia.

          Popatrzyła w okna mieszkania na trzecim piętrze i zauważyła, że jedno z nich jest uchylone. Po śmierci Ewy rzadko tu przyjeżdżała. Nie mogła jeszcze nie myśleć o tym co zdarzyło się nie tak dawno. Z siostrą łączyła ją zawsze silna więź, ale z powodu dużej różnicy wieku, pozostał między nimi pewien dystans, którego nie zlikwidowało ani odejście Ewy z rodzinnego domu ani usamodzielnienie się Ilony.

          Ich rodzice zmarli wkrótce po pierwszym ślubie Ilony. Ojciec krótko chorował na serce i jak twierdziła mama zmarł ze zgryzoty patrząc jak młodsza córka męczy się z pierwszym mężem. Wkrótce po nim odeszła też mama, a w pół roku później Ilona zakończyła nieudany związek.

          Ewa spokojnie patrzyła na życiowe decyzje siostry nie chwaląc ich ani nie ganiąc. Nie lubiła wtrącać się do spraw Ilony i tego samego oczekiwała od niej. Dlatego pomimo częstych kontaktów i pomocy jakiej sobie nieraz wzajemnie udzielały nie przekraczały pewnej granicy intymności, która często zanika między bliskimi sobie osobami.

          Poprawiła spódnicę której rąbek zawinął się podczas wysiadania i jeszcze raz spojrzała do góry . Okna mieszkania od śmierci siostry niezmiennie przysłonięte były do połowy żaluzjami. Ewa nie lubiła żaluzji i kiedy żyła rzadko ich używali. Teraz ilekroć wysiadając z samochodu Ilona patrzyła w okna trzeciego piętra, widziała lekko opuszczone żaluzje, których szwagier nigdy nie podnosił ani nie opuszczał do końca.

          Westchnęła cicho i odsunęła się od samochodu. Znów powiał wiatr i drzwi same się zatrzasnęły. Przycisnęła guzik automatycznego zamka i odruchowo sprawdziła klamkę. Schowała kluczyk do kieszeni płaszcza i ruszyła w stronę klatki schodowej. Nie spieszyła się. Szła wolno rozglądając się na boki jakby umyślnie chciała odwlec tę chwilę kiedy stanie w drzwiach mieszkania Ewy.

          Nie używała windy. Wolno wdrapując się po schodach na górę usiłowała wyobrazić sobie co zobaczy gdy znajdzie się w mieszkaniu. Miała nadzieję, że poza szwagrem nikogo tam nie będzie. Nie była w najlepszym nastroju do towarzyskich pogawędek. Nie chciało jej się jednak chodzić po sklepach ani wracać do pustego domu.

Powrót

"Zdrady i powroty"