fragment sztuki, która stała się przyczynkiem do powstania powieści "Adam"

Sztuka stanowi udramatyzowany zapis sesji terapeutycznej

osoby : Adam, matka, ojciec

miejsce; gabinet terapeuty-psychologa. Wygląd pomieszczenia może być przedstawiony w dowolny sposób, nawet w formie gry świateł ukazujących jedynie mówiącą aktualnie postać.

Matka - (siedzi na brzegu krzesła) Bo ja tego chłopaka, proszę pani zupełnie nie poznaję. Nie rozumiem co z nim się stało. Czasami myślę, że Adam po prostu oszalał!... Niech się pani nie śmieje... Inny na jego miejscu to by jakoś docenił trud i staranie rodziców ... matki... A on co? Nic, kompletnie nic tylko wiecznie nadąsany, nie odezwie się do człowieka tylko siedzi w tym swoim pokoju jak niedźwiedź w jamie.

Adam- Wcale nie chciałem tu przychodzić. Po co... To nic nie zmieni. Pani przecież nie jest Panem Bogiem! Słucham? Oczywiście, że wiem po co chodzi się do psychologa, tylko rzecz w tym, że mnie takie smędzenie nie jest do niczego potrzebne. Rozumie pani? Nie obchodzi mnie co pani ma mi do powiedzenia! Niech to pani jej powie ja nie chcę tego słuchać... . O, nie słyszę, widzi pani? (zatyka uszy). Szkoda, że zapomniałem walkmana, miałbym święty spokój. Ten, kto wymyślił walkmany musiał mieć takich starych jak ja... (siedzi z zatkanymi uszami i zaczyna coś podśpiewywać).

Matka - Takie to kiedyś było dobre dziecko- miłe, zawsze uśmiechnięte. Wesoły maluch. Kiedy podczas nauki chodzenia przewracał się wybuchał śmiechem. Inne dzieci ryczały, a on nie- siedział na podłodze i chichotał.
To były bardzo szczęśliwe lata... Cudowne! Byliśmy zawsze razem. Nie zostawiałam go z nikim. Sąsiadki śmiały się, że jestem jak kangurzyca, ale co mi tam głupie gadanie, jak miałam przy sobie swoje słoneczko. Tak było przez dziesięć lat, potem Adaś zaczął się buntować, nie chciał być ciągle ze mną ... I w końcu urodziła się Joasia...

Adam - Chciałbym już pójść do domu... Nie mam nastroju do rozmowy... Nie chcę tutaj siedzieć!

Powrót

" Z A P I S"