fragment książki wydanej przez Wydawnictwo Skrzat

Pochodzę z rodziny patologicznej, sama należę do marginesu społecznego, i nic dobrego ze mnie nie wyrośnie. Tak w każdym razie myślałam o sobie, przez pewną istotną część mojego życia. Staczałam się na samo dno, sięgnęłam dna i stałam się wrzodem na tyłku społeczeństwa!

Dopóki byłam dzieckiem ojca alkoholika było pół biedy. Kiedy stary zapił się na amen, i znaleźli go zamarzniętego w rowie za cmentarzem, zostałam półsierotą. Nie czułam wielkiego żalu po jego śmierci. Rzadko ze mną rozmawiał, bo rzadko bywał w domu, a kiedy już się do niego wtaczał, leżał, i chrapał, aż do wytrzeźwienia, a potem znowu szedł pić. Nie pamiętam żeby był trzeźwy, więc kiedy umarł wcale mi go nie brakowało, jednak krótko po pogrzebie ojca, nie wiadomo dlaczego moja matka zaczęła pić. Wtedy to już całkowicie miałam przerąbane.

Ojciec nie był agresywny. Pił od zawsze, przepijał matki pieniądze, ale ona jakoś sobie z tym radziła. Kiedy żył, pracowała w urzędzie miejskim w bufecie. Czasem dorabiała szyciem lub drobnymi przeróbkami.

Kila miesięcy po śmierci ojca zwolnili ją z pracy bo zdefraudowała pieniądze . Długo nie wiedziałam co to znaczy zdefraudować, a mama jakoś nie spieszyła się, żeby mi to wyjaśnić. Sprzedała dwa obrazki, i komplet sztućców, jaki dostała dawno temu w prezencie ślubnym żeby oddać pieniądze pani Lodzi, która była ajentką bufetu. Wtedy zrozumiałam, że moja matka po prostu tę kasę gwizdnęła.

Nawet mnie to nie zdziwiło. Pomimo, że nie utrzymywała już ojca, pieniądze, które zarabiała znikały gdzieś, zanim dotarła z nimi do domu. Niby powinno być nam lepiej, ale los, szczególnie mój, bywa cholernie złośliwy, i pewnie dlatego matka zaczęła pocieszać się wódką.

Początkowo wcale nie mogłam tego zrozumieć . Po tylu latach życia z alkoholikiem moja niepijąca dotąd mama, coraz częściej śmierdziała piwem, i coraz częściej przyjmowała gości, z którymi kiedyś balował jej mąż.

Śmierć ojca wbrew moim oczekiwaniom nie była dla mnie końcem ponurego koszmaru. Stała się przedsionkiem piekła, choć wówczas jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Byłam w szóstej klasie, gdy mama została bez pracy, zadłużona po uszy, i z groźbą sprawy sądowej, która jej się słusznie należała. Jednak pani Lodzia po pierwszym ataku złości odstąpiła od pomysłu powiadamiania policji. Odwiedziła nas wtedy w domu, w towarzystwie swojego męża i szwagra, i obrzuciwszy spojrzeniem pełnym obrzydzenia nasze skromne i brudne mieszkanie oznajmiła, że ze względu na mnie nie powiadomi policji, tylko wyrzuci matkę z roboty. Zażądała też zwrotu pieniędzy w ciągu dwóch tygodni, a miny towarzyszących jej mężczyzn nie pozostawiały złudzeń, że mówi poważnie.

Kiedy wyszli, mama rozpłakała się i poszła do sklepu po piwo, a ja zostałam ze swoją nienawiścią do pani Lodzi i całego świata. Siedziałam sama do wieczora, coraz bardziej głodna, i moja złość zaczęła stopniowo zwracać się ku mamie. Powoli docierało do mnie, że nic jej nie obchodzę, i pewnie znowu wróci do domu pijana, jak to się już wcześniej zdarzało. Zastanawiałam się co powinnam zrobić, żeby dać matce nauczkę. Może nie wpuścić jej do mieszkania?

Nie miała klucza. Swój zgubiła tydzień wcześniej gdy pijana wracała z jakiejś imprezy. Nie miałyśmy za co zmienić zamka, nie było też za co dorobić klucza byłam więc teraz panią sytuacji. Mogłam zamknąć drzwi i zostawić ją na klatce schodowej. Mogłam nawet wyjść z domu i wrócić za parę godzin. Niech stoi pod drzwiami, a co tam!

Kiedy dotarło do mnie, że naprawdę mogę tak zrobić, pobiegłam do korytarza i ściągnęłam z wieszaka kurtkę. Założyłam na nogi zimowe buty, w których było mi już trochę gorąco, bo był kwiecień, ale innych nie miałam. Nacisnęłam klamkę, żeby zdążyć zwiać zanim matka wróci. Nie zdążyłam. Kiedy wystawiłam nogę za próg zobaczyłam jak wdrapuje się na schody objęta wpół przez pana Ryśka, menela z sąsiedniej klatki schodowej. Chichotała idiotycznie mizdrząc się obleśnie do tego typa. Za nimi szedł jeszcze jeden facet z torbą pełną butelek .

Cofnęłam się do mieszkania. Nie chciałam z nimi rozmawiać. Nie chciałam ich widzieć, ani słyszeć. Schowałam się w łazience i poczekałam aż rozpoczną libację. Matka zawołała mnie żeby sprawdzić czy jestem w domu, ale potem już jej to nie obchodziło. Kiedy wszyscy troje wyżłopali cały zapas, który ze sobą przynieśli wyszłam ze swojego pokoju i starając się zachowywać jak najciszej zajrzałam do kuchni, żeby zrobić sobie coś do zjedzenia. Niestety nic nie znalazłam. Goście mojej matki zżarli wszystko.

Po raz drugi tego dnia, a właściwie już nocy ubrałam się i wyszłam z mieszkania. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Byłam głodna, smutna i zła. Zamknęłam drzwi na klucz i szybko zbiegłam ze schodów. Wtedy właśnie poczułam, że nienawidzę swojego domu.

Powrót

"Olka"