fragment książki wydanej przez Wydawnictwo Skrzat

           To wcale nie była zabawna historia. To wcale nie była jakaś tam zwykła historia Wszystko co wtedy się stało wciąż trwa.

Mam na imię Makary. Nieźle no nie? To imię wymyśliła dla mnie ciotka Mariola kuzynka mojej mamy, która przed moim urodzeniem i jeszcze przez kilka następnych lat uwielbiała wtrącać się w życie naszej rodziny. To ona znalazła w kalendarzu imię dla mnie i dzięki jej oryginalnemu pomysłowi rodzice urządzili mi odlotowe dzieciństwo.

Makaron -takie przezwisko dostałem w przedszkolu. Już w maluchach dzieciaki przerobiły moje imię. Na próżno nasza wychowawczyni pani Marysia usiłowała im tłumaczyć, że jest w kalendarzu takie imię Makary. Nikt jej w to nie wierzył, a właściwie nikogo to nie obchodziło. Już wtedy zostałem Makaronem, i do dziś tylko kilka , no może kilkanaście osób zwraca się do mnie inaczej. Nie twierdzę, że to przezwisko jest dla mnie szczególnie niemiłe, właściwie przyzwyczaiłem się do niego i już nie boli, choć nie przeczę, że kiedyś było inaczej. Po prostu przestałem walczyć z przeznaczeniem, kiedy stwierdziłem, że pomimo kretyńskiego imienia kumple mnie lubią.

           Ciotka Mariola wiele lat temu wyjechała do Australii, i w ten sposób zniknęła z naszego życia. Zostawiła mi jednak na pamiątkę imię, które często przyprawiało mnie o dreszcz obrzydzenia. Ilekroć więc w moim domu ktoś wspominał tę kobietę czułem nagły przypływ niechęci do jej osoby. Teraz jednak jest już inaczej.

           Czasem wydaje mi się, że imiona mają wpływ na życie ich właścicieli. Tak jest na pewno ze mną. Wszyscy od razu zapamiętują moje personalia i nie mogę się ukryć w tłumie. W sumie wcale mi to nie przeszkadza. Chyba nawet to lubię ...

Właściwie nie wiem po co o tym opowiadam, bo moje imię nie ma większego związku z historią którą chcę opowiedzieć, choć właściwie... imię to też jest kawałek mnie. No nie?

           Ewa nigdy nie mówiła do mnie "Makaron". Od początku używała imienia i to zwróciło moją uwagę...

           Nieprawda, na początku wcale nie używała mojego imienia. Nie mówiła do mnie ani Makaron ani Makary, dlatego, że prawie wcale się do mnie nie odzywała. Może kilka razy. Do nikogo z klasy się nie odzywała, ale do mnie nie odzywała się szczególnie, ostentacyjnie nawet, aż mnie to zaczęło wkurzać.

Ale po kolei...

           Pierwszego września wcale nie zwróciłem na nią uwagi, chociaż to może trochę dziwne ba ja zawsze gapię się na ładne dziewczyny, a Ewka jest ładna, nawet bardzo ładna, no po prostu super laska. Wtedy dla mnie i dla innych pierwszoklasistów najważniejsze było to, kto będzie naszym wychowawcą, ile osób ze starego gimnazjum dostało się do tej szkoły, i czy polskiego będzie nas uczył Dzięcioł czyli profesor Dzięciołowski, który był postrachem liceum.

           Drugiego września zaczęły się normalne lekcje i wtedy po raz pierwszy przyjrzałem się koleżankom i kolegom z klasy. Na Ewkę jednak nie zwróciłem uwagi. Siedziała w przedostatniej ławce pod ścianą, a ja na końcu w rzędzie pod oknem i całkowicie pomijałem ją wzrokiem. Może było tak dlatego, że zasłaniała ją Tamara, duża blondynka w okularach, która robi koło siebie wiele szumu. Kiedy Tamara idzie po korytarzu zawsze wiadomo gdzie się aktualnie znajduje, bo tam właśnie jest najgłośniej.

W ławce też zajmuje bardzo dużo miejsca nie dlatego, że jest szczególnie gruba (choć oczywiście ma trochę nadwagi) ale dlatego, że wciąż trzepie włosami, macha rękami, i nieprzerwanie gada z Magdą albo z Martą, która przed nimi siedzi.

           Z Ewą rozmawiała rzadko, chociaż oczywiście na początku usiłowała ją wciągnąć do swego fan klubu, ale Ewka uśmiechała się tylko niepewnie i kiedy Tamara mówiła coś do niej potakiwała głową lub mruczała coś pod nosem. Na przerwach zostawała sama.

Tamara gnała na boisko, albo do szkolnej kawiarenki otoczona rojem przyjaciółek, a z czasem też wielbicieli. Ewka za to siadała na podłodze przeważnie w kącie korytarza i na ogół samotnie czekała na następną lekcję. Potem zaczęła gdzieś znikać, ale nie za bardzo mnie interesowało gdzie jest.

           Wtedy też jeszcze nie zwracałem na nią uwagi pochłonięty własnymi i klasowymi sprawami. Dlaczego klasowymi? To proste, jak ma się takie imię to nie sposób ukryć się w tłumie. Nie jestem szczególnie nieśmiały, albo raczej w ogóle taki nie jestem, ale chyba nietrudno zrozumieć dlaczego w każdej grupie wszyscy natychmiast mnie zapamiętują. Głównie dlatego, że mam na imię Makary, choć ja oczywiście wolałem zawsze myśleć, że jestem na przykład szczególnie fajny lub przystojny... E tam!

Kto zostanie przewodniczącym klasy? Makary! No więc zostałem.

Powrót

"Makary"