fragment książki wydanej przez Wydawnictwo Skrzat


Rozdział II

Julka siedziała na swoim obrotowym stołku, który służył jej od kilku lat. Lubiła ten mebel, chociaż spędzała na nim wiele godzin żmudnych ćwiczeń nas które nie zawsze miała ochotę. Prawdę mówiąc teraz też nie chciało jej się ćwiczyć więc kręciła się na stołku, bezmyślnie szarpiąc jedną strunę.

W przeciwieństwie do reszty mieszkania polubiła swój nowy pokój i chętnie w nim siedziała patrząc w okno. Pomimo, że za szybą nie miała już pięknego widoku małego sadu jaki rósł przed ich domem to jednak niewielki skwerek z placem zabaw i dom stojący naprzeciw z pięknymi, zadbanymi balkonami dostarczał też sporo ciekawych elementów do obserwacji.

Może nawet zbyt dużo, gdyż Julka coraz częściej zamiast grać na skrzypcach przyglądała się ludziom i zza kremowej firanki podglądała ich życie
- Dlaczego nie grasz?.- Pani Bronia już trzeci raz zaglądała do pokoju dziewczynki a widząc, że i tym razem trzyma skrzypce na kolanach nie mogła się powstrzymać od zwrócenia uwagi- Przecież masz ćwiczyć trzy godziny dziennie.

Julka spojrzała na nią bez entuzjazmu i wzruszywszy ramionami odpowiedziała szczerze - Nie chce mi się.

Bronia nie przyzwyczajona do takich reakcji ze zdumienia wybałuszyła oczy - Dobre sobie, nieźle się zaczyna! - Prychnęła tłumiąc śmiech, ale po chwili dodała stanowczo-Mama kazała mi pilnować żebyś ćwiczyła ,więc bardzo proszę weź się do roboty.

Dziewczynka wstała i odłożyła skrzypce na biurko.- Nie mogę, nie mogę się zmusić. Bronia popatrzyła na nią chwilę i z zakłopotaniem pokręciła głową - Pewnie jesteś przemęczona... Ale musisz ćwiczyć. Mama mówiła , że to bardzo ważny konkurs.

Julka dotknęła skrzypiec i znów szarpnęła jedną ze strun.- Ważny.- Powiedziała krótko
- To postaraj się go wygrać.- pani Bronia czuła, że nie jest teraz w stanie zmusić Julki do ćwiczenia, więc postanowiła chwilę z nią porozmawiać Julka położyła się na łóżku i nie patrząc na Bronię oświadczyła krótko- Nie mam szans.
- E, co ty mówisz. Twój profesor podobno twierdzi, że możesz zająć wysokie miejsce i dostać nagrodę.
- Wcale mi na tym nie zależy. Bronia przyjrzała się Julce uważnie i zapytała- To komu właściwie ma na tym zależeć?
- Profesorowi i mamie- odpowiedziała dziewczynka.
- Oj niedobrze z tobą, głupstwa opowiadasz. Nie wierzę, że nie zależy ci na zdobyciu nagrody. To przecież duże pieniądze, a poza tym sława. Międzynarodowa sława.
- Nie zależy mi na tym.
- Jeszcze pół roku temu mówiłaś inaczej.- Pani Bronia zaczęła tracić zwykłą pewność dla racji, które wygłaszała wobec dziewczynki. Kariera jaką rodzice Julki wybrali dla niej coraz częściej wydawała się Broni zbyt trudna, jak dla tak młodej osoby i w głębi serca doskonale rozumiała jej bunt.

Julka usiadła na łóżku i dokładnie przyjrzawszy się pani Broni powiedziała nie spuszczając z niej wzroku - Pół roku temu cieszyłam się, że profesor wytypował mnie na ten konkurs.
- A teraz już się nie cieszysz?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo wtedy miałam dom, ojca, a teraz nie mam. Bronia starając się ukryć zmieszanie zdjęła z nosa okulary i zaczęła nerwowo przecierać szkła rogiem fartucha.
- Masz ojca, przecież nie umarł!- Powiedziała nie patrząc na Julkę- A dom? Dom jest tam gdzie są ludzie, a ty mieszkasz teraz tutaj i tu jest twój dom. Julka podniosła się z łóżka i stanęła dokładnie naprzeciw Broni opierając się plecami o biblioteczkę - Tato odszedł, mama wyjechała i to ma być dom?- Powiedziała czując narastającą złość.

Bronia wyczuła jej zdenerwowanie, a nie będąc przyzwyczajona do takich rozmów zapragnęła jak najszybciej rozładować trudną sytuację.
- Coś mi się widzi moja droga, że chcesz się nad sobą poużalać. - powiedziała tonem, który jak jej się wydawało miał zapobiec dalszemu drążeniu niebezpiecznego tematu
-Masz pretensje do rodziców, że się rozeszli i sprzedali dom, ale tak w życiu bywa i niestety przytrafiło się to również waszej rodzinie. Musisz się z tym pogodzić. Widocznie nie można mieć w życiu wszystkiego.

Julka spojrzała na panią Bronię z nieskrywaną niechęcią. Poczuła nagle, że jej żal do rodziców może znaleźć ujście w awanturze z tą kobietą. - Wszystkiego? A co ja takiego mam? Teraz Bronia poczuła narastające zniecierpliwienie zachowaniem tej małej więc powiedziała nieco podnosząc głos - No wiesz! Ty mnie o to pytasz? Masz młodość, zdrowie, dostatek, talent, szczęśliwe dzieciństwo!
-Co pani mówi? Ja mam szczęśliwe dzieciństwo? Dobre sobie! Już nie pamiętam kiedy czułam się szczęśliwa. Czasami myślę, że nigdy!- Wybuchła Julka i Bronia na chwilę zamilkła nie chcąc jej rozdrażniać. Zrozumiała, że nie może dalej prowadzić rozmowy w tym kierunku, gdyż doprowadzi to jedynie do kłótni. Czuła też że Julka ma trochę racji, chociaż na życie rodziny, u której była od kilku lat patrzyła nieco inaczej niż ona.

Bronia przysiadła na brzegu krzesła stojącego przy biurku i powiedziała łagodnie -Bo ty dziecko rzeczywiście za dużo pracujesz! Talent talentem, ale powinnaś mieć więcej rozrywek. Wiesz co, niech się dzieje co chce, daj już spokój tym skrzypcom i idź pobawić się z koleżankami. Julka spojrzał na panią Bronie z ogromnym zdumieni - Przecież mama nie pozwoliła mi wychodzić na podwórko.
- Hmmm, to prawda, nie pozwoliła... No, ale przecież ty potrzebujesz ruchu, świeżego powietrza, to nie zdrowo tak ciągle siedzieć w domu. Powinnaś poznać jakichś rówieśników.- Pani Btronia czuła, że mówi teraz coś, czego z punktu widzenia matki Julii nigdy nie powinna była powiedzieć, nie mogła się jednak powstrzymać przed daniem temu dziecku szansy na odrobinę normalnego życia .
- A jak ja to mam zrobić?- zapytała Julka
- Normalnie, tak jak się ludzie poznają. Wyjdź na podwórko, podejdź do jakiejś dziewczynki w twoim wieku i przedstaw się.

Julka przyjrzała się uważnie Broni i cała złość jaką do niej żywiła jeszcze przed chwilą gdzieś się ulotniła .
- I co dalej?- Zapytała spokojnie
- No jak to co? Porozmawiaj!- Bronia ze zdumieniem stwierdziła, że dziewczynka naprawdę nie umie zachować się w takiej sytuacji.
- O czym?
- No, nie wiem... To się jakoś samo ułoży. Julka spuściła głowę i machnęła ręką z rezygnacją - Nic z tego, nie ułoży się. Próbowałam w szkole.
- I co?
-Nic. - Julka wzruszyła ramionami- Starałam się, ale widocznie nie potrafię. Mówię dwa zdania, a potem mnie zatyka i koniec.
- To ty jesteś bardzo nieśmiała, jak w takim razie grasz na koncertach, przy sali pełnej ludzi?- Bronia przyglądała się dziewczynce z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Na koncertach nie muszę nic mówić, po prostu gram i już...- Powiedziała Julka smutno, poczym podeszła do okna i odwróciła się tyłem do pani Broni
-Nie będę wychodziła, popatrzę przez okno.- Powiedziała po chwili poczym zapytała cicho- Czy nadal pani uważa, że powinnam być szczęśliwa?

Bronia nie była pewna co powinna odpowiedzieć na to pytanie jednak wiedziała, że od jej odpowiedzi może bardzo wiele zależeć.
- Tak. Są dzieci, które naprawdę mają stokroć smutniejsze życie- Powiedziała z przekonaniem.
- Smutniejsze?
-Nie dziw się tak, naprawdę. Widzisz ten blok naprzeciw naszego? O tam, na czwartym piętrze na balkonie siedzi mężczyzna na wózku inwalidzkim.

Julka otworzyła trochę szerzej okno i wysunęła głowę patrząc w kierunku wskazanym przez panią Bronię .
- No tak, ale on jest chory- powiedziała- Ja nie miałam zamiaru porównywać się z ludźmi cierpiącymi z powodu choroby.

Bronia uśmiechnęła się lekko i podeszła do Julki stanęła za jej plecami i delikatnie położyła dłoń na ramieniu dziewczynki.
- Nie miałam na myśli tego pana, chciałam ci opowiedzieć o jego synu.-powiedziała -Chłopiec jest mniej więcej w twoim wieku, może trochę młodszy. On też nie ma łatwego życia.

Powrót

"Julka"